Bulimia - moje życie...
czwartek, 03 września 2009
Dla otuchy...

Miałam już nie pisac, ale czasami ktoś tu jeszcze zagląda, więc odpisuję, a blog żyje własnym życiem...

Minął kolejny rok. Wszystkim szukającym wsparcia mogę napisac z pełną odpowiedzialnością, że to był dobry rok, zdrowy, bez bulimii. Wytrwałam. Czyli da się wyleczyc definitywnie, na zawsze!

Jestem zupełnie innym człowiekiem, niż ta zagubiona, przerażona kobieta, która 3lata temu zaczynała pisac tego bloga i zaczynała swoją walkę. I choc były to natrudniejsze 3lata w moim życiu, to nie zmienilabym ich za nic! Dziś wiem, że warto było przejśc tą niełatwą drogę.

Kim zatem dziś jestem? Mamą :) To najważniejsza największa rola mojego życia. Jestem szczęśliwą mamą cudnego 8-miesięcznego synka. Każdy dzień uczy mnie bycia mamą dobrą, mądrą, wyrozumiałą, cierpliwą. Każdego dnia dziękuję za mojego synka i każdego dnia modlę się do mojego Aniołka, który odszedł 2lata temu, by czuwał nad swoim bratem tu na ziemi...

Jestem kobietą, żoną, przyjaciółką... Jestem córką, choc to wciąż ciężka rola, wciąż relacje z mamą nie są idealne, wciąż nad nimi pracuję. Nadal jestem miłośniczką literatury współczesnej, choc mam też nową pasję - scrapbooking, który pochłania teraz każdą moją wolną chwilę.

Jestem chyba lepszym człowiekiem. Tak czuję. Tak to widzę. Wolna od złych emocji, od depresyjnych myśli, od choroby, która zabrała mi tyle lat życia. I szczęśliwa. W końcu, naprawdę szczęśliwa.

niedziela, 20 lipca 2008
Koniec bloga - Wygralam.
Droga ku wyzdrowieniu dobiegla końca. Nie ma sensu dlużej prowadzić tego bloga. Spelnil swoje zadanie aż z nawiązką. Przez dwa lata pisalam o wszystkim, co związane z bulimią. Nareśie czuję się wolna.

Dlugo to trwalo, nigdy nie przypuszczalabym, że aż tyle czasu będę potrzebować, żeby uwolnić się od bulimii. Ale nie ma się co dziwić, tkwilam w blędnym kol choroby prawie 10lat, odpowiednio dużo czasu potrzebowal zatem mój organiz i moja psychika, by wyzdrowieć w pelni.

Dziś jestem szczęśliwa. Te dwa lata walki, potyczek, upadków, zwątpień i ponownego ścierania się z wlasnymi slabościami byly warte tego, by móc napisać z calym przekonaniem - naprawdę jestem zdrowa.

Czego życzę każdemu, kto na tą stronę zaglądal i kto na nią w przyszlości może jeszcze trafi. Nie będę kasować bloga, niech zostanie dowodem na to, że z bulimią można wygrać, choć nie jest to latwe, a droga nie jest krótka.

Dziękuję czytelnikom bloga za każde dobre slowo, wiarę we mnie, pozytywne wibracje. Za sile plynącą z każdej literki, jaką tu zostawialiście.

Dziękuję przede wszystkim Tobie Beata. Razem bylo latwiej zacząć walke i razem bylo latwiej przejść przez te dwa lata. Chwile zwątpienia, nocne smsy, maile, lzy, smutki - wszystko to przeżyleśmy dzięki wspólnej sile - dziękuję :* :)))
niedziela, 27 stycznia 2008
27 letnie serce staruszki ...
Wylądowalam w szpitalu:(

Od kilku lat mialam dziwne ataki szybkiego bicia serca, ale dość rzadko, raz na 3 mc, i zawsze tlumaczylam to sobie zmęczeniem po prostu, czy stresem. Od grudnia zaczęly te stany być coraz częstsze, co 2 tygodnie, potem już co tydzień. Robilo mi się nagle slabo, nogi z waty, zero energii, ciemno przed oczami, a serce walilo tak, że niemal czulam je w gardle! za szybko, za mocno, zbyt nierówno...

Zapisalam się więc do lekarza ogólnego, żeby dal mi skierowanie do kardiologa, nie moglam tych ataków dlużej tlumaczyć zmęczeniem przecież! I akurat jak czekalam w zeszly poniedzialek na wizytę, znów mialam ten atak, więc szybko zrobiono mi ekg. Lekarz, jak je zobaczyl, zerwal się zza biurka, sam zbladl, stwierdzil, że oszalalam, jak moglam tyle lat tego nie leczyć, nie być świadoma zagrożenia, że migotanie przedsiona może spowodwać niedotlenienie mózgu, zapaść, a nawet śmierć! że mnie nie puszcza do domu, że natychmiast idę na oddzial! Siedzialam na kozetce i naprawdę nie mialam pojęcia co się dzieje?! Przecież taki przyśpieszony rytm serca mialam często, przecież to zawsze mijalo samo, czasem po 15 min, czasem po 1 h, ale mjalo. Skąd ta panika?

Na oddziale zrobiono mi po godzinie kolejne ekg, czestoskurcz serca przeszedl w migotanie przedsionka, puls 150 przy normie 80! Bylam jak w amoku jakimś, coś mi mówili, badali, osluchiwali, jakieś papiery wypelnialam, pobierali mi krew, potem welfron na kroplówkę, polożyli na sali, podlączyli do sieci kabelków i już wszystko bylo na monitorze widoczne, jeszcze ciśnienie mierzyli, jeszcze tabletka jakaś na serce - a ja nawet nie mialam sily mówić!

Mąż przyjechal z mamą i zbladl - w życiu nie widzialam ich tak przerażonych! Kolejen 2 dni w szpitalu robili mi wiele badań, pześwietlenie, usg tarczycy, echo serca, holter, egk, znów krew pobierali (cala pokuta wrócilam do domu), jakieś zastrzyki w brzuch, aulaaaa.... I wszystkie wyniki byly ok, poza tym ekg:(

A zatem skąd u 27 letniej kobiety arytmia i migotanie? Odpowiedź pani doktor, której powiedzialam o wiloletniej bulimii, byla szybka i w sumie oczywista: zaburzona gospodarka elektrolitowa, czyli brak magnezu i potasu (to mi pompowali 3 dni kroplówkami), za gęsta krew (bo się wciąż odwadnialam przeczyszczaczami i wymiotami) = zahwiana praca serca. Arytmia jest częstym "efektem ubocznym" bulimii. A ja jeszcze dodatkowo mam do niej predyspozycje w genach, bo dziakowie mieli, tato ma, sama mam niskie ciśnienie bardzo. No i to migotanie jeszcze.

Dostalam 2 tygodnie L4, lek na serce (zupelnie jak dla staruszki jakiejś!) + magnez , zakaz stresu, wysilku i alkoholu (ten ostatni w nadmiarze prowokuje migotnie przedsionka) i mam przyjść za jakiś czas na kontrolę.

Od dlugiego czasu nie mam ataków bulimii, ani mi się objadać nie chce, ani wymiotwać, nawet bylabym sklonna powiedzieć, że już nie mam bulimii, jem normalnie, nie mam na tym punkcie obsesji, jak kiedyś. Relacje rodzinne mi się poprawily, wiele tego, co ciążylo już odpadlo, więc czuję się o niebo lepiej. W końcu nie jestem spuchnięta na twarzy, nie mam szarej cery, akceptuję swoje odbicie w lustrze. I gdy zaczęlam wierzyć, że ten koszmar już jest za mną, nagle taki zderzenie z rzeczywistością! Skoro tyle lat maltretowalam swój organizm, to takich "efektów ubocznych" może jeszcze wyjśc sporo. A wszystko na wlasne życzenie - czlowiek czasem jest potfornie naiwny wobec samego siebie ... ... ...
niedziela, 13 stycznia 2008
światelko ...
13 stycznia2008, godzina 20, cala Polska ...

- Światelko do niebo do Dobrych Anialów :)


Światelko dla mojego Aniolka ... [*] ...
piątek, 11 stycznia 2008
Bańka mydlana pękła ...

Stało się, powiedziałam mamie ...

Sama przyszła porozmawiać, po raz pierwszy w życiu to ona przyszła do mnie! Rozmawiałyśmy jak nigdy, otwarcie, szczerze do bólu. Ja całkiem spokojnie, opanowana, wytonowanym głosem - ona roztrzęsiona, zapłakana ... Mówiłam wszysko, na każdy temat ...

Ale nie wiem, czy zrozumiała... czy raczej szczerze wątpię ...

Za to dziś czuję się jak nowonarodzona - w końcu wolna, w końcu to z siebie zrzuciłam ...

środa, 09 stycznia 2008
5 miesięcy ...

Minęło 5 miesięcy ... brzmi jakoś bardzo długo ... a ja mam wciąż wrażenie, że wszystko stało się wczoraj ...

Pogodziłam się ze stratą. Nawet potrafię sobie wytłumaczyć, że tak miało być, że to w dłużej perspektywie okaże się słuszne, właściwe ... Chwilami mam wrażenie, że to pewien rodzaj zaharotwnia. Może byłam za słąba? Może właśniego tego potrzebowałąm, by się uodpornić, nabrać sił, by lepiej pod każdym względem przeżyć kolejną ciążę ...

Nie pogodziłam się tylko z jednym. Pomimo nie do końca odpowiednich motywacji, by mieć dziecko (przede wszystkim chciałam znaleść wspólny cel na dalsze życie z mężem, trochę na siłę, by samej sobie zabrać możliwość odwrotu), ja bardzo chciałm jednak tego dziecka, niezależnie od sytuacji wyjściowej. I gdy już byłam w ciąży, cieszyłam się jak nigdy każdym dniem. To były najszczęślwie dni w moim życiu. Obudziły się we mnie wszelkie instynkty macierzyńskie. Dojrzałam do bycia mamą i pragnę tego z całego serca ... ... ...

niedziela, 23 grudnia 2007
Świąteczny czas ...

Nadchodzą Święta...

z tej okazji życzę Wam wszystkim
wspanialych, radosnych chwil przy wigilijnym stole,
cieplej, rodzinnej atmosfery pelnej milości,
i wszystkiego co najlepsze w każdym dniu nadchodzącego Nowego 2008 Roku :)


piątek, 02 listopada 2007
Zaduszki

Wczoraj poszliśmy z mężem wieczorem na cmentarz. Piękny widok morza światelek. Cisza. Zapach jesieni, wosku, kwiatów...

Zapalilaś jeden znicz dla Naszego Aniolka na grobie mojej prababci i drugi na grobie babci. Pewnie jest teraz z nimi, bawią się, uśmiechają zawieszeni gdzieś pomiędzy oblokami. Pewnie macha czasem do mnie rączką, spoglada na swoją mamę, ale ja tego nie widzę. Wciąż moje niebo zasnute jest gęstymi, szarymi chmurami. Czasami mam wrażenie, że mój niebosklon przeslal isnieć. Może nigdy go nie bylo. Może to tylko sen mi się przyśnil. Sen o kimś szczęśliwym, radosnym, ufnie spoglądającym w przyszlość. O kimś kochanym i kochającym. O kimś calkiem prawdopodobnym, a jednak nierealnym...

poniedziałek, 15 października 2007
15 października

Światowy Dzień Dziecka Utraconego :( :( :(

[*] dla Mojego Aniolka ... ... ...

niedziela, 16 września 2007
Zachmurzyło się ...

 

w moim sercu...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8